sobota, 15 lutego 2014

Rozdział drugi


            Kiedy przeglądarka internetowa wyszukała hasło „Layne Wayt”, Justin zamknął oczy. Musiał się przygotować na to, co zobaczy.
            „Pewnie nie będzie łatwo go znaleźć”, pomyślał.
            Layne Wayt w jego wyobraźni był zwykłym kaskaderem, który gdzieś teraz żył. Zapewne daleko od Justina, ale żył.
            Blondyn otworzył oczy, czytając pierwszy nagłówek.
Layne Wayt znany jako „Czarny Jeździec” został postrzelony!
I następny.
Schytano Czarnego Jeźdźca! Nazywał się Layne Wayt!
I następny.
Koniec dobrej passy Czarnego Jeźdźca!
Nie mógł patrzeć dalej na nagłówki, które nic mu nie mówiły, kompletnie. Kliknął na pierwszy link, po czym przeczytał zawartość.
I tak  z następnym.
I następnym.
Layne Wayt.
Nie żyje.
Czarny Jeździec.
Został postrzelony.
Zostawił po sobie rocznego synka.
Motocliksta, który obrabowywał banki, wreszcie złapany.
Aż wreszcie z przetłoku myśli, odstawił laptopa na bok. Schował głowę w dłoniach, a jego myśli odbijały się echem.
Nie mógł uwierzyć w to, co przeczytał. Miał wrażenie, że to wszystko jest jednym wielkim kłamstwem.
Pokręcił głową, nadal nie wierząc, po czym wziął laptopa. Jeszcze raz przestudiował teks.

Layne Wayt znany bardziej jako „Czarny Jeździec” został postrzelony 30.06.1995r. podczas ucieczki. Tego dnia przestępca napadł na jeden z banków w Toronto. Odjechał, tak jak zawsze, swoim czarnym motocyklem. W pościg za nim ruszyła policja, która nie miała takiego pola manewru jak motocyklista. Młody policjant Paul Moore dogonił zbiega, kiedy on schował się w jednym z cywilnych domów niedaleko Newton Dr. Właśnie tam, rozmawiając przez telefon ze swoją ukochaną - Pattie Malette, został postrzelony.
Nasz informator dowiedział się iż policjant Moore dostał od zbiega w lewą nogę. Podobno przeprowadzona jest na nim ciężka operacja, podczas której może stracić nawet ją stracić.
Layne Wayt pochodził z Stanów Zjednoczych. Był kaskaderem w jednym z cyrków, który objeżdżał nie tylko teren Kanady, ale też USA, a czasem nawet Meksyku. Sam dyrektor cyrku - Mason Perez – wypowiadał się o zmarłym przestępcy w samych plusach. Nie mógł uwierzyć, że jego uczciwy pracownik był sprawcą trzech napadów na banki w Toronto, czterech w Ottawie i dwóch w Stratford.
„Był dobrym pracownikiem – mówi pan Perez - jak i zarazem ojcem i obywatelem. Nigdy nie ćpał ani nie był karany sądownie. […] Naprawdę nie mogę uwierzyć, że był skłonny zrobić coś takiego.”   
Jak widać, pozory mylą. Możemy teraz się odwołać do starego przysłowia „nie oceniaj książki po okładce”. Sprawiedliwość została wymierzona, a banki mogą spokojnie prowadzić swoje życie. Już nic im nie zagraża.

Justin mocno zacisnął szczękę. Nie mógł w to uwierzyć.
„Media są straszne”, pomyślał, biorąc głęboki oddech.
Spojrzał artykuł. Wciąż do niego nie docierało tyle faktów. Mama na pewno mu nie powie, o czym wtedy rozmawiała z jego tatą, więc jedyną osobą, która mu została był Mason Perez.
Szybko cofnął się do wyszukiwarki i wpisał imię wraz z nazwiskiem dyrektora. Pogrzebał chwilę w Internecie, ale w tym stanie nic nie znalazł. Był za bardzo zdenerwowany.
Spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę siódmą wieczorem. Musiał się napić, a teraz to był idealny czas.
Zamknął laptopa, próbując sobie przypomnieć co robił przez cały dzień, a raczej o której wstał? Ten dzień mijał zdecydowanie za szybko.


Rozejrzał się po przystanku autobusowym.
„Znów w Toronto”, pomyślał.
W głębi duszy liczył na ponowne spotkanie dziewczyny o czerwonych włosach. Od ich pierwszego spotkania nie opuszczała jego myśli. Czyżby „niebezpieczny ćpun” - Justin Bieber, zakochał się? Nie widział tego z tej strony. To była tylko czysta ciekawość.
Udał się do swojego ulubionego klubu. Znając życie posiedzi jak ofiara losu, pijąc coś mocnego, żeby szybciej odlecieć. Przemierzał tak dobrze znane mu ulice, aż zobaczył grupkę roześmianych dziewczyn. Szły z naprzeciwka, a najbardziej w oczy rzucała się blondynka. Jakby była ich królową. Szła pewna siebie, a może aż za bardzo? Za jakiś czas wybuchała głośnym śmiechem, ukazując przy tym swoje białe zęby. Usta były podkreślone czerwoną szminką, którą było widać z oddali. Na głowie miała fioletowo-czerwoną chustkę zawiązaną w kokardę z boku. Szara sukienka na ramiączka powiewała na lekkim wietrze, a ramiona okrywał luźny czerwony sweter. Im była bliżej blondyna, tym bardziej kogoś mu przypominała.
Przyglądając jej się, próbował przypomnieć sobie kim ona jest. Blondynka złapała wzrok Justina, po czym zlustrowała jego ciało. Nie był w jej typie. Preferowała chłopaków w jeansach, koszulach pasujących do marynarki i schludnie wyglądających trampkach. Niestety, wszystko musiało być firmowe. Dawno przysięgła sobie, że nie będzie umawiała się z byle kim. A tym właśnie byle kim był Justin.
Chłopak spojrzał w ciemne, znane już mu oczy i nagle go oświeciło. To była nieznajoma, którą wczoraj spotkał. Złapał ją za nadgarstek, kiedy chciała go ominąć.
- Hej, pamiętasz mnie? – Spytał się, kiedy odwróciła się w jego kierunku.
- Nie za bardzo. – Powiedziała ostrożnie. – A gdzie się spotkaliśmy?
- Wczoraj , w parku. – Puścił jej rękę, a ona podejrzliwie go słuchała. – Miałaś wtedy jeszcze czerwone włosy i nie chciałaś mi powiedzieć jak się nazywasz. – Zmarszczył brwi, kiedy zobaczył nagłe zainteresowanie nim w oku blondynki. Taki błysk. – I paliłaś.
- No tak. Jakbym mogła zapomnieć. – Zachichotała, udając głupią. – Przepraszam, ale nie znam Twojego imienia.
- Bo nie miałem kiedy ci się przedstawić. – Wyciągnął do niej dłoń. – Justin Bi… - Ugryzł się w język. Następnie odchrząknął i dodał. – Wayt. Justin Wayt.
- Katlyn Jaquelin Moore. – Uśmiechnęła się słodko, podając mu dłoń. – Chcesz się do nas przyłączyć? – Wskazała na zszokowane przyjaciółki.
- Um. – Podrapał się nerwowo po karku. – No pewnie. – Wymusił uśmiech.
Justin od dawna nie był wśród takiego grona dziewczyn. Nie wspominając, że wszystkie dziewczyny w jego mieście się bały, że je zgwałci. O tym plotka też była.
- Justin, to jest Catherine. – Wskazała na niską brunetkę przy kości. – To jest Alison. – Tym razem wskazała na wysoką, wzrostu Justina, blondynkę o długich nogach. – To jest Hanna. – Blondynka średniego wzrostu o zielonych oczach posłała mu nieśmiały uśmiech. – A to Selena. – Wskazała na ciemnooką, która miała ciemne włosy związane w kok wraz z licznymi różowymi pasemkami.
- Hej. – Mruknął cicho, odwracając wzrok.
- Gdzie się wybierałeś, Justin? – Odezwała się Selena.
- To nie ważne, gdzie wy idziecie?
- Do Sushi Kaji. Zawsze do niej chodzimy w piątkowe wieczory. – Odparła słodko Katlyn.
Justin się skrzywił. Przyjechał do miasta się zabawić, a spędzi wieczór z bandą dziewczyn w jednej z najdroższych restauracji na świecie.
- To idziemy. – Uśmiechnął się lekko. – Prowadźcie.
Blondyn szedł z tyłu, tłumacząc się ochotą zapalenia papierosa. Dziewczyny szybko odskoczyły od niego w popłochu, jakby miał je spalić. Przyglądał się uważnie Katlyn, słysząc czasem co mówi. Była jego nieznajomą. Tylko coś mu nie pasowało w jej zachowaniu. Może pamiętał wczorajszą noc, jak przez mgłę, ale jednak… Brakowało jej takiego błysku w oku, papierosów i tej tajemniczości. Głos Katlyn nie pasował mu do głosu nieznajomej, był za słodki i słychać było w nim czasem nutkę kpiny. Nawet chód. Nieznajoma szła pewnie, jakby miała gdzieś cały świat, ale razem z gracją, kobiecością, a Katlyn? Ona szła pewnie, tak, ale miała w sobie za dużo wymuszonej gracji.
Coś mu po prostu tu nie pasowało. Wyglądała jak nieznajoma, ale tak jakby wcale nią nie była.
„Bredzisz głupoty, Bieber”, pomyślał, „Za dużo myślisz ostatnio”.


- Jadłeś tu kiedyś? – Spytała się ciekawa Selena. Odezwała się do niego pierwsza, odkąd tu przyszli. Justin wpadł jej w oko, był w jej typie. Z zaciekawieniem wpatrywała się w jego oczy. Nawet nie zauważyła, jak Katlyn zmroziła ją wzrokiem.
- Nie. – Pokręcił głową, rozglądając się po restauracji. – Ładnie tu.
Restauracja miała ładny wygląd, na szczęście nie sztywny. Ściany były pomalowane na ciemny granat, prawie całe wyłożone boazerią. Z sufitu zwisały żarówki na grubym sznurze. Siedzieli przy wysokim stole na stołkach zrobionych z brzozy.
- Tak, ten wytruj wnętrza jest elegancki. Ale…  - Zaczęła Katlyn. – Taki młodzieżowy, nie uważasz? – Spojrzała na chwilę na niego, a kiedy już otwierał usta, zaczęła mówić dalej.
- Skoro nigdy tu wcześniej nie byłeś, to może ja ci coś zamówię? Przychodzę tu regularnie z tatą, odkąd mieszka sam.
- Tak, możesz mi coś zamówić. – Pokiwał głową.
- Więc… Justin pochodzisz z? – Spytała się zaciekawiona.
- Mówiłem ci wczoraj. – Zmarszczył brwi. – Pomogłaś mi przecież dotrzeć do Stratford.
- Oh. – Zbladła. – Zapomniałam! –Pisnęła, nerwowo chichocząc.
- Wiesz, Katlyn ma częste zaniki pamięci. – Powiedziała Selena, uśmiechając się życzliwe w stronę przyjaciółki, po czym znów przeniosła wzrok na Justina.
- Oh, doprawdy? – Katlyn uniosła jedną brew, rzucając w kierunku Seleny zimne spojrzenie.
- Widzisz, biedaczka nawet tego nie pamięta. – Uśmiechnęła się smutna, ściskając dłoń blondynki.
- Przypomnijcie mi jutro, żebym załatwiła jedną ważną sprawę. – Warknęła, kładąc nacisk na sprawę.
Justin przyglądał się kłótni przyjaciółek. Czuł się niezręcznie z tego powodu. Naprawdę coś mu tu nie pasowało. Cała historia o amnezji Katlyn była tak dziwnie przedstawiona, że nie był pewien czy w ogóle w nią wierzyć.
Reszta przyjaciółek patrząc się na stół, nie pisnęła ani słowem. Jedyną osobą w grupie, która potrafiła się przeciwstawić Katlyn, była Selena. Jedyne, co je obie łączyło, to pewność siebie i wyszczekany język, a po za tym były zupełnym przeciwieństwem. Każda z nich wolała o wiele bardziej ciemnowłosą od blondynki, której czasem szczerze nienawidziły. Niestety, Katlyn była najpopularniejszą osobą w szkole, bez niej były nikim. Do tego ona je wszystkie zjednoczyła, powinny być jej wdzięczne i oddane.
- Dobry wieczór, czy mogę przyjąć zamówienie? – Ciszę i wymianę groźnych spojrzeń między Seleną i Katlyn przerwał przystojny kelner po trzydziestce. Katlyn spojrzała na niego już łagodnym wzrokiem, po czym przytaknęła.



Miesiąc później

Justin szedł blisko Katlyn, ale nie tak bardzo blisko, jak blondynka by chciała. Właśnie wracali z jednej imprezy, na którą dziewczyna dostała zaproszenie. Odbyła się ona w jednej z droższych dzielnic Toronto, w wielkim pokaźnym domie. Chłopak wlepił wzrok w swoje buty po raz setny tego wieczoru. Już nie pamiętał, kiedy ostatnio upił się w trzy dupy. Przy Katlyn nie pił alkoholu, bo ta uważała, że są zbyt młodzi. Każdy weekend spędzał z blondynką i jej przyjaciółkami. Przywykł już do damskiego towarzystwa. Jedyna rzecz, która go zastanawiała, to dlaczego po pierwszym spotkaniu z Seleną, która była bardzo miła, Katlyn oznajmiła na drugi dzień, że się ostro pokłóciły. Podobno Selena wyzwała ją od dziwek i suk, więc musiała opuścić ich towarzystwo. Justin uwierzył w wszystko, co powiedziała Katlyn.
- Um… Już jesteśmy. – Mruknął, stojąc przez dobrze mu znanym domem. W końcu był pod nim minimum 1 raz w tygodniu.
- Wiem. – Mruknęła, poprawiając swoją niebieską sukienkę. – To do jutra?
Justin podrapał się nerwowo po karku. Nie wiedział, dlaczego z nią się spotyka, ale coś… Coś w środku mu kazało.
- Chyba tak. Zadzwonię, pamiętaj żeby sobie zapisać. Nie chcę, żebyś znowu zapomniała. – Oznajmił, podchodząc bliżej. Pochylił się, a Katlyn liczyła na pierwszy pocałunek w usta. Na Boga! Spotykali się od miesiąca, a on nie wykonał żadnego w tym kierunku, żeby było między nimi coś więcej. Blondynka czasem podejrzewała, że jest gejem. Justin spojrzał się na jej usta, po czym oblizał swoje własne. Brakowało kilku centymetrów, żeby ich usta złączyły się w słodkim pocałunku, ale on szybko zmienił zdanie i musnął tylko jej policzek. Uśmiechnął się niezręcznie.
- To pa. – Powiedział i się odwrócił.
Katlyn zaczynała się powoli męczyć i denerwować tą znajomością, ona chciała coś więcej, a on? Wkurzona ruszyła w stronę domu.
Justin szedł ulicą, na której mieszkała Katlyn. Był na siebie wściekły. Katlyn nie wiedziała, że chłopak nigdy wcześniej się nie całował, odliczając te, kiedy był małym chłopcem. Wetchnął głośno, jego organizm potrzebował odskoczni, której nie miał od dawna. Skręcił w boczną uliczkę, wpadając na osobę o czerwonych włosach.
- Uważaj… - Zaczął, kiedy spojrzał na nieznajomą, zamarł. To była Katlyn, taka jak ją pierwszy raz spotkał. Jej czerwone, kręcone włosy delikatnie opadały na ramiona. Miała na sobie tą samą czarną, skórzaną kurtkę, pod którą ukrywał się przyległy top. Podkreślał on i uwydatniał jej biust, który przyciągał uwagę każdego mężczyzny. Czarne, dziurawe jeansy opinały się na jej nogach. Miała te same buty, jak miesiąc temu. Zapach tytoniu i drogich, słodkich perfum wypełnił jego nozdrza. Ciemne oczy przeszywały go na wskroś. Rozpoznał również ten charakterystyczny błysk, którego zawsze brakowało mu w Katlyn. Czerwony kolczyk w nosie, którego też nie posiadała blondynka, mienił się przy świetle latarni. Natomiast krwistoczerwone usta wraz z językiem dosłownie pieprzyły lizaka, który trzymała za patyka w dłoni. Robiła to tak niezmiernie seksownie, że nawet Justin zaczynał mieć o niej sprośne myśli.
- Katlyn? – Wyjąkał oniemiały. – Ale przecież ty… - Wskazał za siebie.
 - Nie jestem Katlyn. – Mruknęła swoim seksownym głosem, który śnił mu codziennie. Tak, czerwono włosa codziennie odwiedzała go w snach. – Ale za to ty jesteś chłopakiem Katlyn, o ile się nie mylę? – Uniosła jedną brew, pokazując lizakiem w jego stronę.
- Nie jestem twoim chłopakiem, Katlyn. – Mruknął niezręcznie. Czerwono włosa wybuchła śmiechem.
- Myślisz, że jestem tą suką? – Pokazała lizakiem w stronę domu. – Nie, czekaj. Ty myślisz, że ona jest mną, mam rację? – Uśmiechnęła się cwano.
- Nie rozumiem. Jaja sobie ze mnie robisz?
- Oh, dobrze. – Oblizała usta. – Jak spotkaliśmy się po raz drugi, pamiętałam coś z dnia wcześniej?
- Uh. Nie. – Zmarszczył brwi.
- A jak zareagowałam na swój kolor włosów?
- No byłaś najpierw ostrożna, a jak ci powiedziałem o kolorze włosów, to… W oczach zobaczyłem błysk zainteresowania.
- Dałeś się wkopać. – Pokręciła głową. – Jestem Evelyn Diamond Moore, siostra bliźniaczka Katlyn. – Wystawiła do niego dłoń, którą niepewnie uścisnął.
- Justin Drew Wayt. – Powiedział bez żadnego szwanku. W całym towarzystwie Katlyn nauczył się przedstawiać imieniem, drugim imieniem i nazwiskiem. Już nie pamięta, kiedy ostatnio komuś przedstawił się jako Bieber.
- Zostałeś wrobiony przez moją siostrę.
- Ale jak to?
- Nienawidzimy się, tyle. – Wzruszyła ramionami. – Kiedy w siódmej klasie jej chłopak zostawił ją dla mnie, ale i tak ze sobą nie chodziliśmy, postawiła mi się kiedyś odegrać. Przykro mi, że jesteś tylko zabawką.
- Ta suka mnie okłamała.
- Chcesz się napić?
- Huh?
- Pytałam się, czy chcesz się napić? Noc jeszcze młoda.
- Oj tak.
- To chodź, uwalimy się w trzy dupy.
I to było to, czego potrzebował.


- Kiedy miałam 14 lat, mój tata wyprowadził się od nas. Wtedy całą noc płakałam, żeby wrócił. Ale tylko jedną, później go znienawidziłam. – Pociągnęła łyk z butelki.
Leżeli w parku pod drzewem, o które był oparty Justin. Evelyn leżała miedzy jego nogami, snując historie swojego życia. Chłopak bawił się jej włosami.
- Powiedzieć ci sekret? – Spytał się niepewnie.
- Jaki?- Poprawiła się, żeby mieć na niego lepszy.
- Mój prawdziwy ojciec nie żyje.
- Ale mówiłeś… - Zmarszczyła słodko brwi.
- Jeremy nie jest moim prawdziwym ojcem Jest nim Layne Wayt. Był Czarnym Jeźdźcem. – Evelyn wmurowało.
- Pierdolisz? – Wybełkotała.
- Nie. Naprawde się nazywam Justin Drew Bieber, a moim ojcem jest Layne Wayt, znany jako Czarny Jeździec.
- Facet. Twój ojciec był zajebisty! – Krzyknęła.
- Serio? – Mruknął, biorąc od niej butelkę.
- Tak. Czytałam o nim artykuły w Internecie z trzy lata temu. – Wzruszyła ramionami.
- Wcześniej nie wiedziałem, o tym. Dowiedziałem się, kiedy znalazłem akt urodzenia.
- Przykro mi. – Wyszeptała. – Szukałeś jakieś swojej rodziny od jego strony?
- Nie. – Pokręcił głową. – Byłem zbyt zajęty uganianiem się za Katlyn.
- Suka.
- Tak, suka.
Nagle Evelyn wstała, a następnie zawisła nad Justinem z głupawym uśmiechem.
- Chodźmy nad staw. – Przygryzła dolną wargę, podając Justinowi rękę. Chłopak ją złapał i pociągnął Evelyn w dół. Dziewczyna wylądowała okrakiem na jego kolanach. Ich twarze dzieliły milimetry.
Justin puścił butelkę, przez to wylała się resztka tego, co w niej zostało. Jedną rekę położył na jej policzku, kiedy wzrokiem kursował między jej ustami a oczami. W końcu ich wargi złączyły się w powolnym, delikatnym pocałunku.
Obydwoje zrobili coś, czego najmniej się spodziewali.
Pocałowali się.
 ____________________________________________________________________
Krótki, jak na mnie, ale wybaczcie. Mam za dużo na głowie. Trochę się namieszało z Katlyn i Evelyn. Ciekawe kogo Justin wybierze, co nie? 
Komentujcie....

Następny na SSS zapewne za około 2-3 tygodnie, nic nie obiecuje. 

36 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle czekania ale było warto :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nbdfujgtsibftu <3
    OMG ♥
    Ale się narobiło ..
    Kocham Cie jak zawsze masz świetny pomysły kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, już nie mogłam się doczekać hahaah :3
    Dodawaj częściej, proszę :)
    To opowiadanie jest boskie :*

    OdpowiedzUsuń
  5. TAK !
    Wreszcie....rozdział cudowny *.*
    Czekam na nn ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Wart było czekać <3
    Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Em, a informujesz o rozdziałąch ?
    Jeśli tak to była bym wdzięczna ... @Kinia_G_

    OdpowiedzUsuń
  8. Super..tylko trochę pomieszało mi się z tymi siostrami i imionami <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju świetny rozdział *u* czekam na następny <33
    ----
    ---
    ----
    Zapraszam do siebie ;) http://believe-and-you-will-see.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział <3



    http://love-the-way-you-lie-baby.blogspot.com/
    Zapraszam <3

    OdpowiedzUsuń
  11. świetny rozdział, czekam na następny :)
    sorki, że Ci zwracam uwagę, ale mogłabyś zmienić "heros" na "heroes" na górze, strasznie rzuca się w oczy :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam pierwszy rozdział i mówię... Ale glupi.. Przeczytałam drugi i się zakochalam *.* Świetne opowiadanie ;**

    OdpowiedzUsuń
  13. czekam na następny!!! i świetny rozdział <33333333333333

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham to opowiadanie. Jest świetne, czekam na kolejny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny rozdział :) czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Od początku coś mi nie pasowało. I proszę! Zagadka rozwiązana. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Błagam daj nn <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniały rozdzial chce już następny <3

    OdpowiedzUsuń
  19. cudowny !
    uwielbiam twój sposób pisania xx
    już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Super rozdział już nie mogę doczekać się następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Zajebisty, czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie możesz tak robić.. Chodzi mi o to że tu ma być 50 komentarzy.. Nie kazdy.lubi to opowiadanie a tamto wszyscy znają i tamto pokochali.. A tu dopiero zaczynasz i powinnaś się z tym liczyć..
    Lubię.to opowiadanie ale wolę tamto i np tego nie czytam.. Ale jeśli nie zostawię tu komentarza to nie pprzeczytam tan ;//

    OdpowiedzUsuń
  23. Cudne opowiadanie ,a le jednak tamto mi trochę bardziej przypadło do gustu. Może to dlatego , że tutaj jest dopiero drugi rozdział. No cóż dawno tutaj nie dodawałaś więc liczę , że będzie szybko i tu i tu ;) Pozdrawiam i zapraszam ;*
    http://thebiggestnightmareandmiraculousdream.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedy nowy rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
  25. mam wrażenie że przeszłość ojca justin jest sugerowana moim opowiadaniem lol sorry, nic się nie stało jak coś xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakie to opowiadanie? natchnienei dostalam po filmie

      Usuń
  26. Wspaniały rozdział, bardzo podoba mi się fabuła! <3

    OdpowiedzUsuń
  27. Zajmij sie lepiej jednym ff niz dwoma i kurde rozdziałów nie ma przez 3 miesiące ;p

    OdpowiedzUsuń